Syndrom świętej krowy

Jesteś matką? Sprawdź zatem, czy nie cierpisz przypadkiem na syndrom świętej krowy. A co to takiego? – zapytasz.  Nie jest to jeszcze jednostka chorobowa (choć może wkrótce), to zespół cech, który charakteryzuje, niektóre, podkreślam, niektóre z posiadaczek potomstwa. Przejawia się patologiczną arogancją, wobec każdej jednostki, która ma czelność zlekceważyć matczyny status świętej krowy. Może to być sprzeciwianie się, zignorowanie jej dziecka lub wytknięcie mu jakiegoś złego zachowania, podważanie jej metod wychowawczych, a właściwie podważanie wszystkiego, co związane z jej pociechami – nawet jeśli uzasadnione. Społeczeństwo ma jej pomagać, traktować łagodnie i pobłażliwie, bo ona swą płodnością, poświęceniem i bólem jaki wycierpiała, wyświadcza mu przysługę. Przyczynia się do zwiększenia przyrostu naturalnego w Europie.

W grupie ryzyka w szczególności znajdują się te kobiety, których jedynym przedmiotem zainteresowań są ich własne pacholęta. Na pytanie: Co jest Twoim największym sukcesem, badź osiągnięciem?  Prawdopodobnie  odpowiedzą – dzieci.

Objawy

U posiadaczki takiego syndromu zauważysz wyraźne podejście roszczeniowe. Jest matką, rodziła w bólu, w dodatku siłami natury, podkreślam to wyraźnie, bo ten fakt automatycznie zwiększa jej rangę w hierarchii pozostałych świętych krów.

Rodzisz naturalnie? Masz dziecko.

Rodzisz przez cesarskie cięcie? To nie masz dziecka, masz wydobytek.

Tak, więc takiej naturo – rodzicielce, należy się wszystko i może żądać wszystkiego, w imię dobra swojego dziecka. Nie robi tego dla siebie, chce tylko, żeby jej Bąbelek miał to, na co zasługuje. Takie podejście rodzi niebezpieczeństwo nadużycia reszty społeczeństwa i wytykania mu bezpodstawnie, bezczelności i chamstwa, samej jednocześnie na chamstwo sobie pozwalając, bo matka MOŻE – dla Bąbelka wszystko.

Historie prawdziwe

Dzieciaki robią w autobusie niebywały hałas, jest ich tylko troje a nadrabiają za dziesięciu. Matka nie może ich uspokoić, więc wrzeszczy w niebogłosy myśląc, że to zamieni jej przychówek w aniołki. Dzieciaki ją ignorują, a ona ze złości, wzmaga swój jazgot. Kierowca nieoczekiwanie hamuje i jedno z dzieciaków, które zamiast siedzieć, akurat w tym momencie stoi – uderza głową o drążek. Matka nie zważając na pasażerów, ani na dzieci wypluwa w stronę kierowcy wiązankę obelg.

Kierowca, który może właśnie uchronił jej bachorki przed wypadkiem został, chujem i fiutem. To jeden z przykładów zachowań świętej krowy. Spychanie odpowiedzialności za jej nieudolność – na innych.

Ale mam tego więcej. Na własnej skórze poczułam, co to znaczy gniew świętej krowy.

Ruchliwa ulica, przechodzę na drugą stronę i nagle czuje, że coś właśnie musnęło moją nogę, zanim zdążyłam się zorientować, tuż pode mną leżał wrzeszczący bachorek. Koleżanka, która mi towarzyszyła, szybko pomogła mu wstać, a matka małej sieroty, która przechodziła 5 metrów dalej, zażądała od nas przeprosin.

Za co się pytam?

To chyba ona powinna podziękować za pomoc. Przez swoje zaniedbanie, dziecko zamiast pod moje nogi mogło wpaść prosto pod samochód.

W imię wyższej ideii

Matka z syndromem świętej krowy, nie widzi swoich błędów, więc strzeż się, gdy na nią trafisz. Jeśli jej dziecko zrobi coś niestosownego np. będzie kopało Cię w autobusie, nie próbuj zwracać jej uwagi, obśmieje Cię i uzna za cieniasa, bo przeszkadza ci mały kopiący bogu ducha winny berbeć.

Jeśli weźmiesz pierwsza balonik, które chciało wziąć jej dziecko możesz zostać okrzyknięta głupim, egoistycznym dziewuszyskiem. Gdy zwrócisz uwagę na jej niekulturalne zachowanie, to mimo, iż masz rację będziesz lambardziarą, a jeśli nie masz dzieci otrzymasz przydomek – bezdzietna lambadziara. Nawiasem mówiąc te bezdzietne mają najgorzej, w oczach świętej krowy są zwyczajnie egoistkami. Nie mają pojęcia o prawdziwym życiu i nie zasługują na szacunek.

Święta krowa oczekuje, że ze względu na fakt, iż jest matką rodzicielką, wszystko powinno zostać jej wybaczone i usprawiedliwione – robienie błędów ortograficznych i interpunkcyjnych w postach na fb – przecież jestem matką, nie mam czasu na takie pierdoły.

Pakowanie się do zatłoczonego sklepu z rowerem i dzieckiem na bagażniku, heloooł mam dzieci, wolno mi, pchać się na bezczelnego.

Ostentacyjne wyciąganie cyca bez skrępowania i karmienie Bąbelka przy stole na oczach wszystkich gości –  wszyscy jedzą, Bąbelek też bedzie jadł przy stole, bo do tego służy stół. 

Jakiś bachorek zabiera zabawki Twojemu, a Ty zwróciłaś mu uwagę – o Ty suko, zadzierasz z moim dzieckiem, zadzierasz i ze mną.

Mini poradnik

Jak zachowywać się w starciu ze świętą krową?

  • Traktuj jej dziecko jak geniusza i króla w jednym – zachwycaj się nim i chwal ile wlezie.
  • Nigdy nie krytykuj ani jej metod wychowawczych, ani  zachowania jej Berbecia.
  • Nie dyskutuj, to nic nie zmieni, ona myśli zero – jedynkowo, nie krytycznie, więc nie jest równorzędnym partnerem w rozmowie.
  • Przytakuj, nie sprzeciwiaj się – uzyskasz jej aprobatę, to uchroni Cię przed ewentualnym atakiem.
  • Jeśli już do ataku dojdzie, to okaż skruchę, nawet gdy duma Ci na to nie pozwala, święta krowa może być agresywna, więc uważaj.
  • Nie lekceważ jej, nawet jeśli sama masz dzieci, nie znaczy to, że będzie traktowała Cię pobłażliwie – pamiętaj za nią stoi cała armia świętych krów, miej się na baczności.
Showing 2 comments
  • Bookendorfina Izabela Pycio
    Odpowiedz

    Natychmiast uciekam od takich osób, nie mam przyjemności przebywania w ich towarzystwie. 😉

  • Karolina / Nasze Bąbelkowo
    Odpowiedz

    Jestem mamą, a mój syn na blogu miamowany został Bąbelkiem – ale na szczęście na tym podobieństwa się kończą 😉 Nie znoszę matek-świętych krów, laktoterroru i nużenia wszystkich wokół opowieściami o dziecięcych kupach. U niektórych kobiet macierzyństwo niestety blokuje wszelkie inne funkcje (takie jak np. myślenie i posiadanie dystansu do samej siebie) – ale osobiście staram się otaczać wyłącznie mamami, które nie mają kija w dupie 😉

Leave a Comment