Właścicielka Kazika: O cześć Grażynka widzę, że osobiście wyprowadzasz Stefana na smyczy, co znowu zmalował?

 

Właścicielka Stefana: No wyobraź sobie Mariola, że puściłam go na imprezę firmową, a on przyszedł do domu pijany. Mówiłam mu Stefciu, jak nie umiesz pić, to nie pij, wiesz o co chodzi?

 

WK: I co?

 

WS: No pił. Ale najgorsze jest to, że wrócił do chałupy i chciał seksu. Wyobrażasz sobie, ja mu dam seks. Na pewno naoglądał się tam jakiś larw, w kusych sukienkach i go rozochociło, stary pierdziel. Nie będzie na mnie przenosił swoich niezaspokojnych na mieście żądzy, wiesz o co chodzi?

 

WK: Chłopom tylko jedno w głowie, a w dodatku kompletnie się nie liczą z naszym zdaniem. Ja byłam ostatnio z moim Kazikiem u fryzjera i mówiłam mu – tylko  nie rozmawiaj z tą Podpuszczalską.

 

WS: I co?

 

WK: No rozmawiał, dasz wiarę, tak przy mnie z nią śmieszkował i mówił: Pani Podpuszczalska tu lekko z boczku proszę podciąć, Pani Podpuszczalska tam pocieniować. Ze mną tak nie śmieszkuje, a z Podpuszczalską śmieszkował, chyba sama zacznę go strzyc.

 

WS:  Wstydziłaby się, babsko wredne, żonatego tak bałamucić, wiesz o co chodzi?

 

WK: No właśnie, dlatego Kazika od tygodnia już na smyczy trzymam – kontrola to podstawa dobrego związku.

 

WS: Ty to Mariola masz łeb na karku. Ta Halina spod piątki, no wiesz która? Nie pilnowała i są efekty – chłop poszedł w siną dal. A słyszałaś, że ona nawet mu obiadów nie gotowała?

 

WK: Jak to nie gotowała? W ogóle?

 

WS: W ogóle. Mówiła, że nie lubi tracić czasu na stanie przy garach, bo nie taka jej rola, wiesz o co chodzi?

 

WK: To dlatego od niej uciekł, wcale się chłopu nie dziwię, nie dość, że głupia to jeszcze leniwa. Przecież kobieta, która w domu nie gotuje to nie kobieta. Ja mojemu Kazikowi codziennie serwuje obiad z dwóch dań.

 

WS: No, bo chłopu trzeba dogodzić. Mądra kobieta o tym wie, wiesz o co chodzi?

Stefan nie szarp się tak, bo rękę mi urwiesz, zrobisz kupę jak Ci powiem, że możesz zrobić.

 

WK: Waruj Stefan, waruj. Oj pocieszny ten Twój Stefan.

 

WS: A ja słyszałam, że imieniny ostatnio Twój Kazik świętował.

 

WK: Tak, pozwoliłam mu zaprosić kilku kolegów z żonami.

 

WS: I jak było?

 

WK: Wiesz, co to za baby? Koszmar. Jakieś feministyczne, genderowe, egoistki. One tylko o sobie myślą i wcale się swoimi mężami nie zajmują.

 

WS: No nie gadaj.

 

WK: Jedna opowiadała, że często musi wyjeżdżać za granicę, ze względu na pracę, druga była ostatnio z koleżankami na tygodniowych wakacjach, a trzecia, że jak są w domu z mężem, to spotykają się w łóżku, robią te rzeczy i każdy wraca do swoich zajęć.

 

WS: Przecież to jest nienormalne, tak w środku dnia to robić, wiesz o co chodzi?

 

WK: No wiem, zboczone jakieś. Pytałam je też, czy trzymają mężów na smyczy. Spojrzały na mnie, zaczęły się bezczelnie chichotać i spytały po co?

 

WS: No jak to, po co? Żeby mieć ich na oku, wiesz o co chodzi? Prawda Stefan? Ja Ciebie mam na oku i bardzo dobrze na tym wychodzę.

 

WK: No właśnie, a one głupie jakieś były. Powiedziały mi, że ich chłopy sami się potrafią pilnować, że muszą czuć wolność.

 

WS: Żaden chłop nie potrafi siebie pilnować, wiesz o co chodzi? Przecież bez naszej kontroli, oni byliby jak dzikusy. Prawda Stefan? Co Ty byś beze mnie zrobił? Wolność? To wykluczone, nie po to się żenią, żeby teraz mieć wolność, to niezgodne z naturą.

 

WK: Powiedziały mi, że nie mogę Stefana pod pantoflem trzymać, bo mi ucieknie do innej.

 

WS: Do kogo on niby miałby Ci uciec?

 

WK:  No właśnie, też tego nie rozumiem przecież, która by go zechciała, takie to chude, nieciekawe, mało męskie.

 

WS: No właśnie. Popatrz na przykład na tamtego – to jest dopiero mężczyzna, wiesz o co chodzi?

 

WK: Na którego?

 

WS: No tego tam po drugiej stronie ulicy. Zobacz jak po męsku obłapia tę blondynę, tego bez smyczy na pewno bym nie puściła, wiesz o co chodzi?

 

WK: Czekaj, czekaj, taki jakiś znajomy mi się wydaje.

 

WS: Chciałabyś, żeby był znajomy, widziałaś jak ją w tyłek klepnął? No i to jest mężczyzna, wiesz o co chodzi?

 

WK: Przecież to jest mój Kazik, a mówiłam mu, żeby nie wychodził z domu. I widzisz? Już od razu go jakieś larwy bałamucą,  ja jej zaraz pokażę, gdzie ona się z tym dupskiem pcha!!!

 

WS: Mariola! Poczekaj, weź go na smycz – masz moją Ci pożyczę.

Widzisz Stefanku  dobrze, że ja mam Ciebie ciągle na oku.

 

Zobacz też:  Zazdrość

Showing 5 comments
  • Monika Kilijańska
    Odpowiedz

    A potem takie smyczowe baby mają dzieci i przerzucają smycz na nie.

  • Monika
    Odpowiedz

    Im krótsza smyczka, tym więcej kombinowania, jak się z niej uwolnić. Aż wreszcie się uda.

  • Bookendorfina
    Odpowiedz

    Związek ze smyczą nie ma szans powodzenia, z góry skazany na porażkę.

  • Odpowiedz

    Oj małomiasteczkowość z tego postu bije! Oczywiście orientuje się, że to ironia, niezwykle trafna! Strach przed samotnością popycha nas do różnych irracjonalnych posunięć..

    • popaprana
      Odpowiedz

      Wszystko się zgadza, nawet nie tyle małomiasteczkowość, co typowa wieś, przejaskrawiona, groteskowa, ale z ziarnem smutnej prawdy gdzieś pomiędzy

Leave a Comment