Jestem piękna?

Ostatni raz byłam piękna 10 lat temu. Nienaganna cera bez zmarszczek, opalona skóra, długie błyszczące, niefarbowane jeszcze włosy. Na szczęście odkryłam, że mogę znowu być piękna. Co tam piękna, teraz mogę być jeszcze piękniejsza. Mogę mieć skórę ładniejszą niż niemowle, cyc jak Pamela a zmarszczek tyle, ile mam dzieci czyli zero.

Co się stało? Czy potrafię regenerować skórę przy użyciu komórek macierzystych? A może skonstruowałam wehikuł czasu i przywiozłam z przyszłości krem, odejmujący 20 lat?

Nie, to nie to.

Odkryłam funkcję upiększania w telefonie.

Zasada bądź sobą w przypadku wyglądu nie sprawdza się ani trochę – chyba, że masz trzy latka a na głowie palmę z włosów, przewiązaną wielką, czerwoną wstążką. Ja nie chcę być sobą, ja chcę być do siebie niepodobna. Nie chcę odkrywać mojego naturalnego piękna, wiem jak ono wygląda i tyłka nie urywa. Chce wyglądać lepiej niż wymyśliła to matka natura, bo nie oszukujmy się – średnio wyszła naturze, ludzka naturalność.

Choć nie przyklejam sobie jeszcze sztucznych rzęs, włosów ani szóstego palca środkowego u stopy (nie dziw się, bo nie wiadomo co niedługo stanie się nowym trendem), nazwanie mnie popularyzatorką naturalnego wyglądu, jest daleko idącym nadużyciem. Gdyby nie lekki tuning, każdy poranek byłby jak halloween – mam kostium za darmo, mogę iść w miasto a cukierków nikt mi nie odmówi.

Nie umalowane brwi i rzęsy sprawiają, że wyglądam na naturalnie chorą. Z kolei naturalnie rosnące włosy na nogach, pod pachami, brodzie i pod nosem dodają mi naturalnie zwierzęcego luku. Nawiasem mówiąc to bardzo niesprawiedliwe, że włosy rosną tam, gdzie nie powinno ich być, a tam gdzie powinny, rosną jak tasiemiec – zupełnie niezauważalnie. Rozstępy, cellulit, blizny potrądzikowe, plamy na skórze, zmarszczki i zaczerwienienia wydobywają moją naturalną dojrzałość i wskazują na duże doświadczenie życiowe. Skóra po przejściach to mądra skóra.

Ale po co się zamartwiać wyglądem, przecież mam telefon. Zwiększam tryb upiększania na 10, on robi na twarzy efekt gładkiej pupci niemowlaka, dodaję więcej światła, bo to zawsze odmładza, potem wybieram odpowiedni filtr, najlepiej taki, który sprawi, że będę wyglądała jak nie JA i wysyłam w internetową chmurę. Łapki w górę i serduszka gwarantowane.

To wszystko w wirtualnym świecie a co zrobić offline?

Żeby wyglądać tak jak na zdjęciach, mogę użyć mocno kryjącego podkładu, przykleić rzęsy, doczepić włosy, wstrzyknąć botoks w usta i policzki, założyć stanik push-up oraz bieliznę wyszczuplającą i pięć godzin później już jestem piękna. Mogę też zaoszczędzić czas i wyjść z domu bez makijażu, przecież i tak mnie nikt nie rozpozna.

Showing 2 comments
  • iza
    Odpowiedz

    ciekawe opowiadanie

  • Zołza z kitką
    Odpowiedz

    Ja, zamiast się zamartwiać wyglądem, po prostu zaakceptowałam swoje lustrzane odbicie. Teraz to już nawet nie zauważam mankamentów – kiedy chcę, chodzę bez makijażu (tak, też do ludzi:D)

Leave a Comment